Kurz i rdza, poezja bluesa
Tak się jakoś utarło, że The Black Keys to słabsza wersja The White Stripes, podążająca przetartym przez Jacka i Meg szlakiem: dwuosobowy skład – perkusja i gitara, te same bluesowe korzenie i podobne surowe aranżacje. Mimo dwóch świetnych płyt oraz trzech całkiem przyzwoitych, duet z Ohio nie mógł pozbyć się (przynajmniej w naszym pięknym kraju) tej łatki, co trzeba przyznać, jest bardzo niesprawiedliwe i krzywdzące. Najnowszy krążek formacji powinien nareszcie skończyć z podobnymi osądami – mam nadzieję, że kapela zyska u nas uznanie wielu fanów.

